W drogę rowerem
Był to gorący czerwcowy poranek razem z całą klasą umówiliśmy się na podróż rowerową po pobliskim lesie do chatki wypoczynkowej. Z tego powodu też porankiem zabrałem swój rower holenderski wybrałem się umówionego miejsca. Wyszedłem niezwykle późno, więc spóźniłem się kilka minut i gdy przybyłem wszyscy byli już na miejscu i oczekiwali mnie. Gdy dojechałem wyruszyliśmy. Na początku musieliśmy wydostać się z miasta tłocząc się popularna drogą rowerową. Wreszcie jednak zajechaliśmy pod skraj lasu. Mieliśmy około 30 kilometrów do przejechania w jedną stronę, więc droga nie była krótka i wykonywaliśmy kilka przystanków w tym czasie. Niemniej jednakże udało nam się dojechać do celu. Była to pokaźnej wielkości łąka, obok której znajdowała się mała chatka oraz wydzielone miejsce na ognisko. Nasz przewodnik załatwił wszystko wcześniej, toteż na miejscu czekał na nas niewielki posiłek, mały zapaś wody i drewno na ognisko. Rozpaliliśmy ogień i zaczęliśmy robić jedzenie. Na miejscu bawiliśmy i dowcipkowaliśmy przez parę godzin, spotkaliśmy nawet gajowego który wielokrotnie witał w tej chatce. Przyłączył się do nas i opowiedział nam dużo interesujących historii, ale co przykre i to musiało się kiedyś zakończyć. Ugasiliśmy ognisko i udaliśmy się w trasę powrotną. Musieliśmy się strasznie spieszyć ponieważ zaczynało już się robić ciemno. Mimo pośpiechu zmrok nas dopadł i końcową część podróży, całe szczęście w mieście, musieliśmy przerabiać w nocy. Wreszcie jednak dojechaliśmy do miejsca, z którego wyruszyliśmy i każdy pojechał w swoją stronę.
